JBL HDI 1600
JBL HDI 1600
TEST
15.07.2021
Na nową serię domowych JBL-i czekaliśmy długo. Tym razem amerykański koncern nie celował w podstawowy segment rynku i postawił na zdecydowanie wyższą półkę. Tutaj można pokazać osiągnięcia zespołu badawczego, nie licząc skrupulatnie każdego centa wydanego na produkcję i podzespoły.
Linię HDI zaliczono do katalogu JBL Synthesis, skupiającego elektronikę i kolumny z najwyższej półki oraz urządzenia na rynek profesjonalny. Nieprzypadkowo, bo HDI przypomina konstrukcje z falowodem, a więc najdroższe. Zaczerpnięto z nich także inne rozwiązania techniczne.
Seria jest krótka i obejmuje opisywany monitor oraz dwie podłogówki. Zarówno mniejsze 3600, jak i większe 3800 oparto na czterech przetwornikach i sam ich widok na zdjęciach zapowiada mocne wrażenia. HDI 3800 kosztują 18980 zł, czyli konkurują ze słynnymi L100 Classic („HFiM” 11/2018). Serię dopełniają potężny głośnik centralny 4500 oraz aktywny subwoofer 1200P, z 12-calowym przetwornikiem napędzanym wzmacniaczem o mocy 1 kW. Decydując się na system AV, możemy oczekiwać wrażeń równie spektakularnych, jak w dobrze nagłośnionym kinie.


Budowa
Od razu widać, że HDI to nie budżetówka. Skrzynki są solidne, świetnie wytłumione, eleganckie i zwarte w formie. Widok monitorów sprawia przyjemność. Do redakcji trafiła para pokryta lakierem fortepianowym. Czarna, błyszcząca jak lustro i wymagająca uwagi przy eksploatacji i konserwacji. Do wyboru są jeszcze dwie wersje w satynowych fornirach. Pierwsza to tradycyjny orzech, druga – szary dąb, w moim odczuciu bardziej efektowny. Żadna nie wymaga dopłaty.
Skrzynki mają zaokrąglone krawędzie i łukowato wygięte ścianki boczne. Dolną unosi na centymetr usztywniająca podstawa, od spodu mocno przykręcona śrubami. Zostawiono w niej nagwintowane otwory montażowe, więc niewykluczone, że w przyszłości JBL zaoferuje pasujące podstawki. Tunel bas-refleksu wyprowadzono do tyłu, tuż nad dwoma parami złoconych terminali, połączonych zworkami.
HDI 1600 to konstrukcja dwudrożna, dwugłośnikowa. Bas i średnicę, do częstotliwości podziału przypadającej na 1900 Hz, przetwarza 16,5-cm stożek z aluminiową membraną, zawieszoną na miękkim resorze z gumy. Ma odlewany kosz, cewkę o dużym skoku i pierścień stabilizujący oraz drugi (zwierający), wykonany z miedzi.



Głośnik basowy rozwala system.

 
 


Głośnik wysokotonowy 2410H-2 to duma JBL-a. Polimerowa, pierścieniowa membrana o średnicy 25 mm i geometrii w kształcie litery „V” została ukryta w przepastnej paszczy falowodu HDI (High Definition Imaging), zaprojektowanego w ośrodku inżynierii akustycznej w Northridge. Konstrukcja falowodu ma zapewniać wyrównaną charakterystykę w paśmie przenoszenia zarówno na osi, jak i poza nią. W praktyce oznacza to, że głośniki będą promieniować górę pasma z pełną efektywnością nie tylko w stronę jednego miejsca na kanapie, ale znacznie szerzej. Pełne spektrum barwy powinniśmy usłyszeć w zakresie 180 stopni względem ścianki frontowej, a przynajmniej tak obiecują inżynierowie z Kalifornii. To dobra wiadomość dla osób, które lubią słuchać muzyki, przemieszczając się po pokoju, albo w towarzystwie, nie będąc samemu uprzywilejowanym. Jak widać, uroki demokracji mogą sławić w szerokim świecie również kolumny. „Najbardziej amerykańskie” ze wszystkich, z trzema literami w logo rozpoznawalnym nawet wśród Eskimosów, Maorysów i Czukczów.


Głośnik basowy rozwala system.

 
 


Pokój odsłuchowy
Wydaje się, że HDI 1600 są głośnikami do małych pokoików i najlepiej się sprawdzą w 12-16 m2. Nic z tych rzeczy – w takiej przestrzeni ogłuszą, uduszą was i się, a równowaga tonalna zostanie zaburzona. Potrzebują co najmniej 20 m2. W nich skutecznie zastąpią podłogówki, prezentując zalety studyjnego monitora i koncertowy rozmach.
O jednym trzeba zapomnieć: postawieniu ich na półce albo regale. Bas-refleks dmucha jak miech kowalski i z tego powodu należy monitory odsunąć od tylnej ściany na metr. Za to uważne sondowanie szerokości bazy, kąta dogięcia i odległości od słuchacza jest mniej ważne. Podobnie, jak uwięzienie go w „sweet spocie”, bo w każdym kącie pokoju usłyszymy poprawny rozkład zakresów i nasycenie barwy.


Zwrotnica.

 
 


Konfiguracja systemu
Przytoczoną w tabeli danych technicznych zalecaną moc wzmacniacza potraktujcie z przymrużeniem oka. Owszem, monitorów da się słuchać ze słabą lampą lub tranzystorem, ale będą pracować na pół gwizdka i po prostu szkoda ich do takiej kompanii. 85 dB skuteczności i 4 omy impedancji znamionowej szybko naprowadzają na właściwe tory – przyda się mocny wzmacniacz. Czy będzie to lampa, czy tranzystor – to już mniej istotne. „Przyzwoite” 40 W z pierwszej i 100 W z drugiego bardziej pomoże niż zaszkodzi.
Redakcyjne piece, czyli McIntosh MA9000 i hybrydowy Rogue Audio Sphinx, dogadały się z HDI 1600 od pierwszej sekundy. Sygnał dostarczał C.E.C CD 5. Łączówka HCI oraz przewody głośnikowe HCS pochodziły z oferty Hijiri. Prąd oczyszczała listwa Ansae Power Tower, a do wzmacniaczy dostarczał Ansae Supreme.



Gniazda.

 
 


Wrażenia odsłuchowe
Odsłuchy warto zacząć od staroci: Pink Floyd, The Doors, pierwszych albumów Eltona Johna, ELP, Genesis, Van der Graaf Generator i podobnych. Nawet nie dlatego, że pokażą największe zalety JBL-i, ale dlatego, że łatwo na nich zauważyć, co amerykańskie monitory robią z tą muzyką.
Tak, nie przesłyszeliście się: „robią”. Malują bowiem obraz zupełnie odmienny od tego, który znacie. Potężny, monumentalny, niekiedy wręcz jak ściana dźwięku. Brzmienie jest masywne, jędrne i głębokie, oparte na basie jak na skale. Do tego śmiało wyprowadzone do przodu, wprost do słuchacza i wypełniające cały pokój. Tak nie grają miniaturki. Zamykając oczy, widzimy przed sobą duże skrzynie, napędzane wzmacniaczem wielkości piekarnika. Głosy wokalistów są powiększone, podobnie jak instrumenty. Nawet te nie zaliczane do głośnych – gitara akustyczna, skrzypce, saksofon czy… flet w Jethro Tull. Nazwanie prezentacji „efektowną” to unikanie mocnych słów. HDI 1600 nokautują w pierwszej rundzie odsłuchu.
Najciekawsze, że to wcale nie przeszkadza. Przeciwnie – odkrywamy zakurzone płyty na nowo i cieszymy się z ich wersji turbo, bo w tym brzmieniu jest metoda.
Opisany efekt osiągnięto, zachowując przy okazji świetną przejrzystość, precyzję i czytelność. Zarówno w aspekcie barwy, jak i przestrzeni. W pierwszej, mimo mocnego oparcia w dole, nie znajdujemy przyciemnienia, tylko mocne dociążenie, połączone ze sprężystością i energią. W drugiej – dobrą lokalizację źródeł i oddanie pogłosu. Scena ma spore rozmiary, ale jest zbudowana inaczej, niż w typowych głośnikach domowych. Dostrzegamy w niej studyjne zacięcie; estetykę przeniesioną wprost z wozów transmisyjnych i zza stołów mikserskich. HDI 1600 grają jak typowy monitor bliskiego pola – wszystko mamy tuż przed sobą. Mimo to dźwięk zajmuje spory obszar. Zgoda, przysunięty do słuchacza na tyle, żeby ten czuł się, jakby siedział na scenie wśród muzyków. Nie jest jednak stłoczony w bliskim sąsiedztwie głowy. Faktycznie, szerokość „pola rażenia” jest ogromna. Tak samo nasyconą barwę usłyszymy na środku bazy, jak i całkiem z boku. JBL-e nie budują dalekich planów, nie tworzą głębi sceny, za to grają szeroko i z rozmachem. Mimo to w żadnym razie nie można powiedzieć o dźwięku „płaski”.


Orzech.
 
 


Na pewno nie z takim basem. Co to to nie! Nie mam pojęcia, jak konstruktorowi udało się wyciągnąć z 16,5-cm wooferów ten „sygnał”, ale gdybyście powiedzieli, że za firanką schowaliście 10-calowy subwoofer, prawie każdy dałby się nabrać. Słychać ekspozycję wyższego podzakresu; monitory nie zapuszczają się do organowych dołów w okolicy 40 Hz, choć mają je w tabelce (-6 dB, a więc przy sporym spadku), jednak nadrabiają to potęgą i masą. Dół cechuje lekkie spowolnienie i nie znajdziemy tu żelaznej kontroli, za to napiętą do granic wytrzymałości sprężynę, pompującą powietrze. Podobny efekt słyszymy czasem na koncertach w wielkich halach albo na wolnym powietrzu. Bas-refleks dmucha przy tym jak odkurzacz po przeciwnej stronie szczotki.
Średnica jest dociążona, masywna i gęsta jak gorący asfalt. Przy tym ocieplona i miękka, ale zawsze czytelna i przezroczysta. Połączenie tych cech dodaje muzyce muskułów i służy efektownej dynamice. I wcale nie chodzi o kontrasty, choć te są wystarczające, tylko o ogólne odczucie, towarzyszące nam stale. Nawet w pianissimach czujemy wewnętrzne napięcie, swoistą gotowość do zmasowanego ataku na wszystkich frontach.
Wielkie „trąby” wokół głośników wysokotonowych zwiastują specyficzne wrażenia. Owszem, uniknięto syczenia, hałasowania i nosowości tub – dźwięk jest jasny i klarowny. Jednak stwierdzenie, że nie ma tubowego charakteru, byłoby kłamstwem. Nie po to w Northridge latami pracowali nad przetwornikami kompresyjnymi, żeby grały jak kopułki. Zwolennicy hornów wiedzą, czego się spodziewać. Wystarczy im informacja, że to jeden z najlepszych głośników tego typu, co potwierdzą już pierwsze sekundy odsłuchu HDI 1600. Pozostali powinni się przygotować na pewne ujednolicenie barwy, ale na pewno nie zakolorowanie, które cechuje wiele tanich konstrukcji. Dostaną za to zalety tuby, głównie szybkość i wysokie ciśnienie akustyczne. Pasuje to do reszty pasma. Podkreśla koncertowy charakter i dodaje muzyce czadu. Najlepiej to słychać w solówkach perkusji, gdzie talerze tną powietrze jak brzytwa, a stopa generuje fizycznie odczuwalną falę. A może to tak naprawdę stopa słuchacza, która rytmiczne stuka w podłogę? Tego odruchu nie da się opanować.Szary dąb

 
 


Konkluzja
JBL zaprezentował głośnik inny niż konkurenci. Najbardziej rockowy, koncertowy i jednocześnie monitorowy ze wszystkich naokoło. Efektowny, a nawet efekciarski, grający jak 50-kg skrzynie na podłogę, unikający półśrodków. Można by wysnuć wniosek, że nie ma nic za darmo i musi się to odbywać jakimś kosztem, najpewniej wyrafinowania i muzykalności. Otóż niezupełnie. Bo przy całym dobrodziejstwie inwentarza słychać jeszcze jedno: wielką klasę. Co byście sobie nie pomyśleli, musicie HDI 1600 wypróbować, bo opis nie jest w stanie oddać odczuć. Nikt po tym kontakcie nie pozostanie obojętny.

Link do artykułu.